niedziela, 5 grudnia 2010

Skyline czyli Inwazja pożeraczy mózgów.

Powrót filmów Sci-fi?
Filmy kosmiczne/science fiction właściwie skończyły się produkować już jakiś czas temu. Ogólnie stało się pewne, że temat walk kosmicznych już dawno został wyczerpany. Dlatego też reżyserzy zaczęli przenosić akcję swoich filmów fantastycznych na naszą planetę. Myślę tutaj o takich tytułach jak Dzień niepodległości, Wojna Światów czy District 9. Właśnie po ciekawym pomyśle tego ostatniego oraz wykonaniu spodziewałem się po nowej produkcji czegoś jeszcze lepszego.
Film Skyline chciałem bardzo zobaczyć na dużym ekranie. Niestety żaden z dystrybutorów nie postanowił się wprowadzić go na Polski rynek. Szczęściem udało mi się jakoś zobaczyć film na małym ekranie. Generalnie chodzi o to, że nagle, pewnego dnia pojawiają się na ziemi obcy wysyłając wpierw sondy świecący silnym niebieskim światłem, następnie przybywają już wielkie statki, które tymże niebieskim światłem hipnotyzując ludzi porywając ich na swoje statki. Po co? Powiem później. Czy to co zobaczyłem było równie dobrze, a może nawet i lepsze od D9, którego uważam za najlepszy film Sci-Fi? Miałem taką nadzieję, ponieważ jak zawsze trailery pokazywały same świetne sceny. Liczyłem na to, że film będzie czymś więcej niż tylko trailerem i całą resztą nudów. Skyline niestety okazał się wielkim rozczarowaniem...Gdybym miał w kilku słowach określić naszego bohatera, to określiłbym go właśnie jako połączenie Districta, Wojny światów oraz ID4. Niestety taki miszmasz okazał się wielkim niewypałem. Nic dziwnego, że tak się stało. Za reżyserię zabrali się mianowicie ludziki od ...Alien vs Predator: Requiem...Czego można się spodziewać, możecie się domyślać. Dużo akcji, dużo chaotycznej akcji. Obcy, którzy nie dają się zabić. Co więcej zabici obcy nagle odżywają. Czy można wygrać z takimi monstrami? Przez cały film nie dano nam na to nadziei. Karabiny, bazooki, rakiety a nawet pociski nuklearne nie są w stanie powstrzymać najeźdźców. Niestety przez cały film nie uświadczymy odpowiedzi jak się to wszystko skończy. Co więcej gdy film wreszcie się skończył miałem wrażenie jakbym obejrzał jedynie pierwszą płytę. To nie była dokończona historia jak w D9. To był jedynie zalążek czegoś co może nastąpić. Mnie jednak ten wstęp wystarczył by nie oczekiwać kolejnej części tego filmu. Głupie, nudne i im więcej wybuchów tym powinno być lepiej. No może nie do końca, ponieważ największy ubaw będą mieli jedynie ci, co chcą Jedynie zobaczyć na jakim poziomie stoi teraz technika komputerowa. Tak, jest się na co napatrzeć bo efekty, jedyna głębsza strona filmu jest rzeczywiście podniesiona wysoko. Aaa no i w filmie posunięto się już kolejny krok dalej jeśli chodzi o niesmak...pożeracze mózgów to właśnie nasi kosmici. To oni porywają ludzi tylko po to, by wyrwać z nich mózg do sobie jedynie znanych celów. Temat zaczerpnięty z Predatora, ale znacznie bardziej spektakularnie przedstawiony.
Film jest średni czasami nawet ocierający się o miano głupiego, bzdurnego i bez pomysłu. Wykonanie, średnie (wyłączając efekty) Nie czekam na następną część, mimo iż powstanie. Jak będzie to będzie. Wracając do pytania postawionego na początku tego oto wywodu...Nie, ten film nie jest czymś co odrodzi temat Sci-fi. Jest to kolejny taki sobie film, którego oglądnięcie nie jest wskazane. Jedyną nadzieją pozostaje, czekać na początek przyszłego roku kiedy to pojawi się coś zupełnie nowego, coś co wstrząśnie kinem fantastycznym jak nic ostatnimi czasy a mianowicie Battle: Los Angeles. Czy znów przeżyjemy koleją inwazję Obcych? Czas pokaże...kolejni najeźdźcy do rozwalenia ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz